Pomocna dłoń…

Dziś poznacie wyjątkową osobę, która uważa, że „dobrze zrobione znaczy więcej niż dobrze powiedziane”.  To Magdalena Bogucewicz, która na co dzień wykonuje dwie prace – pierwsza z nich to pomaganie innym, druga to praca zawodowa. Twierdzi, że one wcale ze sobą rywalizują – im bardziej zaangażowana jest w tą pierwszą, tym lepsze wyniki osiąga w drugiej. Często powtarza klientom, którzy dziękują za jej zaangażowanie i pomoc, że wcale nie jest tylko po to, żeby im coś sprzedać – tylko po to, aby pomóc im kupić.

MB

 Magdalena podkreśla, że dzięki równowadze pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym ma możliwość podejmowania różnych inicjatyw. „Pracując w biurze 8 godzin dziennie i nie przynosząc pracy do domu, jestem tak naprawdę w mniejszości i bardzo to doceniam. Większość moich znajomych pracujących w korporacjach nie ma czasu ani sił, aby angażować się w dodatkowe przedsięwzięcia.” – przyznaje. Wolontariat dodatkowo ładuje naszą bohaterkę i sprawia, że do codziennych obowiązków podchodzi z większym optymizmem, nawet jeśli kalendarz pęka w szwach.

 „Od prawie 3 lat jestem Kierownikiem Działu Sprzedaży w duńskiej firmie produkcyjnej.  Byłam odpowiedzialna za wprowadzenie produktu na rynek polski. Zawsze marzyłam o pracy za granicą, w dyplomacji lub sektorze humanitarnym. Po stażu w Parlamencie Europejskim w Brukseli zdecydowałam się jednak na pozostanie w Poznaniu u boku męża i wśród bliskich. W tych nowych okolicznościach zależało mi przede wszystkim na pracy, w której będę na co dzień używać języków obcych, aby nauka nie poszła na marne. Tak właśnie trafiłam do firmy Sax Lift A/S, a w obecnej chwili rozbudowuję polski oddział w kierunku pozostałych państw środkowo- i wschodnioeuropejskich.” – wyjaśnia.

Kiedy w jej życiu chęć pomocy innym stała się kolejnym ważnym zadaniem? „Od kiedy pamiętam zawsze towarzyszyła mi nadwrażliwość na niesprawiedliwość, nierówność społeczną i dyskryminację. Nie myśląc jeszcze o angażowaniu się w konkretne przedsięwzięcia, najpierw wprowadzałam zmiany w swoim własnym życiu – przeszłam na wegetarianizm, oddawałam krew, przekazywałam darowizny. W liceum miałam okazję pomagać niewidomym dzieciom z Owińsk czy wspomagać fundację Mam Marzenie. W czasie studiów bardziej skupiłam się na rozwijaniu umiejętności, co okazało się przydatne w dalszej działalności na rzecz pomocy innym.” – mówi.

Przyznaje, że pierwszy impuls niesienia pomocy innym pojawił się, gdy postanowiła zmienić swoje plany życiowe i wiedziała, że konieczne będzie znalezienie pracy w innym charakterze niż planowała. Zależało jej na tym, aby mimo tego zająć się tym, czym zawsze chciała – i postanowiła, że nic jej w tym nie przeszkodzi.

Drugim impulsem była choroba rodziców. „Gdy kilka lat temu oboje zachorowali na raka ogarnęło mnie poczucie bezsilności i niemocy, które zmotywowało mnie do niesienia pomocy innym. Zdałam sobie wówczas sprawę z tego, czego doświadczają wszyscy w takiej sytuacji. Problem jest w tym, że myślimy, że mamy czas… Dlatego nie zwlekając zaczęłam angażować się niemal w każdą inicjatywę, która wydawała mi się ciekawa. Wtedy też zrozumiałam jak dobrą decyzją było pozostanie w Polsce – inaczej nie mogłabym wspierać rodziców, gdy mnie potrzebowali i nie poznałabym tylu wspaniałych ludzi, z którymi wspólnie zmieniamy świat na odrobinę lepszy.” – dodaje.

„Dzisiaj wiem, że życie zaprowadziło mnie dokładnie tam, gdzie powinnam być.” – mówi Magdalena.

Według naukowców specjalizujących się  w badaniach nad szczęściem (w Danii jest nawet Instytut Badań nad Szczęściem) prawda jest tylko jedna: pieniądze szczęścia nie dają (tu wykluczamy oczywiście skrajną biedę). Udowodniono, że dodatkowy zastrzyk gotówki w formie na przykład podwyżki przyniesie poczucie spełnienia i radości, ale tylko na chwilę. Jak wiadomo, człowiek do dobrego szybko się przyzwyczaja i aby poczucie uniesienia wróciło impuls musi pojawić się ponownie. Pogoń za pieniądzem jest więc drogą bez końca. Magdalena zupełnie się z tym zgadza i mówi, że w pewien sposób pieniądze ją zawiodły, ale wie, że mogą pomóc innym.

MB 2

W co zatem była zaangażowana dotychczas ta niezwykła kobieta? Odpowiada: „Oprócz pojedynczych akcji takich jak WOŚP czy pomoc w budowie wybiegu w Schronisku dla Zwierząt w Poznaniu, podjęłam wolontariat w fundacji Ankizy Gasy – Dzieci Madagaskaru oraz w Szlachetnej Paczce. Poza tym zaadoptowaliśmy z mężem ślepego psiaka, który swoim entuzjazmem codziennie przypomina nam, że jedynym ograniczeniem w życiu jest złe nastawienie .”

Opowiadając nam swoją historię odtwarza sobie wywiad z Janiną Ochojską, który przeczytała w wieku nastoletnim. Założycielka Polskiej Akcji Humanitarnej wspomniała w nim, że do pomocy innym wcale nie potrzeba „dobrego serduszka” – ważna jest wiedza, racjonalne podejście do problemu i dystans wobec potrzebujących. Czytając te słowa Magdalena była w szoku – jak to, szczere chęci i dobre serce nie wystarczą? Dzisiaj, po ponad 10 latach, rozumie dokładnie, co Ochojska miała na myśli. Pomoc musi być mądra i racjonalna – wtedy tych cech oczywiście sama jeszcze nie rozwinęła i nie twierdzi, że teraz je ma. Ten tekst przypominał jej się wielokrotnie podczas wolontariatu w Szlachetnej Paczce. Wiele spotkań ze zgłoszonymi rodzinami było pełne dylematów – czy powinni zaoferować pomoc osobie, która sama nie chce podjąć pracy / która nie przyjmuje zasiłku z polskich organów pomocowych tylko dlatego, że ma nadzieję na otrzymanie większych środków z innego źródła w przyszłości (więc teraz żyje w biedzie) / która wykazuje zapotrzebowanie na nową lodówkę, a w jej mieszkaniu są dwa plazmowe telewizory i komputery? Kim są jako wolontariusze, aby oceniać moralność innych ludzi?

Przyznaje, że było też dużo rodzin, których wysłuchanie i zaoferowanie pomocy odbywało się ze łzami w oczach, a przekazanie paczek było pełne wzruszeń. Właśnie takie momenty najbardziej pamięta się z wolontariatów.

MB 1U góry: Popołudniowe zajęcia z podopiecznymi Fundacji Dzieci Madagaskaru – Ankizy Gasy w Ambohidtratrimo. Sierpień 2016.
Po lewej na dole: Zajęcia z baletu dla dziewcząt z centrum opieki Faravohitra w Antananarywie. Sierpień 2016.
Po prawej na dole: Zbiórka na rzecz Fundacji Dzieci Madagskaru – Ankizy Gasy w Teatrze Muzycznym w Poznaniu. Czerwiec 2017.

Pomocą humanitarną w skali światowej zainteresowała się na poważnie podczas studiów, a swoją wiedzę zaczęła poszerzać zaczynając trochę od końca, a mianowicie od krytyki organizacji humanitarnych. Pierwszą książką, którą przeczytała  w tym temacie była Karawana Kryzysu Lindy Polman. Już wtedy wspomagała finansowo kilka fundacji i chciała wiedzieć więcej o tego typu działalności. Dowiedziała się wiele o patologiach panującym w tym – bardzo często – medialnym przemyśle, który nie ma nic wspólnego z autentyczną chęcią niesienia pomocy. Pomimo początkowego rozczarowania i zniechęcenia, bardzo chciała przekonać się, jak taka działalność wygląda w praktyce? Czego potrzebują obywatele państw Trzeciego Świata? Jaką działalność można wspierać finansowo z czystym sumieniem?

Kilka lat później udało jej się zaangażować w wolontariat na Madagaskarze i jej ciekawość została w pełni zaspokojona, a wiara w prawdziwy altruizm przywrócona. Założycielki organizacji to dwie Polki, które zamieszkały na Madagaskarze, aby pomóc lokalnym dzieciom w otrzymaniu edukacji i zapewnić odpowiedni rozwój swoim podopiecznym. Wszystkich zaangażowanych w ten projekt Magdalena darzy ogromnym szacunkiem, bo przecież niewielu miałoby odwagę i determinację, aby zacząć nowe życie na Czerwonej Wyspie.

„Pomoc dzieciom różni się w znaczącym stopniu od pomocy niesionej dorosłym. Dzieci znajdują się w trudnej sytuacji zwykle nie ze względu na swoje własne decyzje czy postępowanie – pomoc kierowana do nich pozbawiona jest więc tak skomplikowanych procesów weryfikacji, które wprowadzamy pomagając dorosłym. Wsparcie w postaci artykułów szkolnych czy zorganizowania kolonii nie niesie ryzyka wydania środków pieniężnych przez rodziców na przykład  na alkohol. Praca z dziećmi daje także dużo satysfakcji i radości, a tamtejsi wychowankowie z entuzjazmem reagują na wszystkie pomysły wolontariuszy. Typowe zabawy z  czasów PRL-u, jak kapsle czy proste gry zespołowe cieszyły się popularnością, a tempo z jakim dzieci uczyły się angielskiego było imponujące. Chętnie też uczyły się podstaw baletu czy gry na ukulele. Czas poświęcony tym wspaniałym dzieciom ma często dużo większą wartość niż darowizny – dzielenie się umiejętnościami z podopiecznymi, którzy w innych okolicznościach nie miałyby możliwości poznania i rozwijania swoich talentów to główny cel przyjazdów wolontariuszy.” – mówi.

MB 3U góry: W podróży poślubnej z mężem i niewidomym psem Daxem. Sierpień 2015.
Po lewej na dole: W sztabie WOŚP prowadzonego przez Fundację Małych i Dużych – Wojtusiaki.pl podczas liczenia datków. Styczeń 2017.
Po prawej na dole: W Parlamencie Europejskim. Wrzesień 2013.

Zastanawiacie się co ma w dalszych planach nasza bohaterka? W zeszłym roku została certyfikowanym nauczycielem jogi i chciałaby wykorzystać to w swojej działalności na rzecz innych. Byłaby bardzo szczęśliwa prowadząc zajęcia, za które opłata przekazywana byłaby na jedną z organizacji, dla których się udziela. Do tego jednak potrzebuje jeszcze trochę praktyki oraz szkoły jogi, z którą mogłaby rozpocząć współpracę w zakresie wynajęcia sali i sprzętu. Jesteśmy pewne, że uda jej się zrealizować to marzenie!

„Poza tym marzy mi się wyjazd do Indii połączony z wolontariatem – Gandhi jest moją największą inspiracją i podróż do jego ojczyzny byłaby naprawdę wartościowym przeżyciem.” – dodaje.

Do wszystkich, którzy chcieliby zaangażować się w działalność charytatywną kieruje słowa: „Pomaganie to samonapędzająca się maszyna – będąc wolontariuszem poznajesz wiele podobnych do siebie ludzi, którzy zachęcają Cię do zaangażowania się w kolejne projekty! Tak na przykład zupełnym przypadkiem pomagałam w sztabie WOŚP – wszystko dzięki pogawędce o Madagaskarze ze sprzedawcą oferującym mi ubezpieczenie, który zna panią prezes fundacji Wojtusiaki. Do Szlachetnej Paczki zapisałam się rok po tym, gdy zrobiła to moja siostra. W dniu moich 18-tych urodzin poszłam oddać krew z przyjaciółką, która była autorką tego pomysłu (później była dawczynią szpiku!). A teraz ja ciągam Męża za sobą… Otaczajmy się dobrymi ludźmi, trzymajmy się blisko nich – a jeśli brakuje ich w naszym towarzystwie, sami nimi bądźmy. Każdy może pomóc i każdy powinien spróbować.”

Nie wiecie od  jakich akcji zacząć niosąc pomoc innym? Magdalena podpowiada, że jeśli ktoś chciałby:
zostać wolontariuszem Szlachetnej Paczki, to rekrutacja odbywa się tu: https://www.superw.pl/zostan-wolontariuszem-paczki/?_ga=2.244271301.150195667.1499596032-422144094.1499596032
wspomóc fundację Ankizy Gasy – Dzieci Madagaskaru, to zaprasza na fanpage, gdzie podczas wakacji można kupić malgaskie produkty i wspomóc budowę liceum w Ambohidratrimo: https://www.facebook.com/pg/Ankizy-Gasy-Dzieci-MadagaskaruAnkizy-Gasy-Children-of-Madagascar-305163379529928/photos/?tab=album&album_id=1592229714156615
oddać krew, to zaprasza na ul. Marcelińską w Poznaniu:http://www.rckik.poznan.pl/
wyprowadzić lub nakarmić bezdomnego psa, a może nawet przygarnąć przyjaciela na lata: http://schronisko.com/.

Ta niezwykle imponująca historia pobudza do refleksji na temat własnego życia i dokonywanych przez nas wyborów…I właśnie z nią zostawiamy Was dzisiaj.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s